Armando Diaz (1932)
l
 
Indeks

Aktualnosci
Capital Ships

Nieco historii
Utracone K

Aboukir
Adm. Graf Spee
Adm. Nachimow
Alb. da Barbiano
Alb. da Giussano
Argyll
Armando Diaz
Ashigara
Astoria
Atlanta
Black Prince
Blücher (1937)
Brummer
Canberra
Charybdis
Chokai
Cöln (1909)
Cöln (1916)
Cressy
Defence
De Ruyter
Dmitrij Donskoj
Dragon
Drake
Dresden (1907)
Dresden (1917)
Durban
Edinburgh
Elbing
Emden
Exeter
Frankfurt
Frauenlob
Furutaka
G. d. Bande Nere
Haguro
Hampshire
Helena
Hogue
Houston
Indianapolis
Java
Jintsu
Juneau
Karlsruhe
Kinu
Königsberg
Kuma
Kumano
Maine
Mainz
Manchester
Maya
Midilli
Mogami
Nachi
Neptune
Northampton
Nürnberg (1916)
Pallada
Perth
Prinz Eugen
Quincy
Raleigh
Rochester
Rostock
Sakawa
Sydney
Vincennes
Warrior
Wiesbaden
Wilkes-Barre

Położenie stępki 28.07.1930
Wodowanie 10.07.1932
W służbie od 29.04.1933
Modernizacje 1914, 1915
Zatopiony 25.02.1941
Typ Condottieri (Cadorna), liczba jednostek w typie 12 (2)
Wyporność 5 406, pełna 7 194 ts
Wymiary d-169,3 s-15,5 z-5,2 m
Uzbrojenie 8x152, 6x100, 2x40 mm
Pancerz pb 24, pp 20 mm
Prędkość maks. 36,5 w
Załoga 507

l

Lekki krążownik Armando Diaz podczas pobytu na antypodach w latach 1935/35
Picture: Allan C. Green, State Library of Victoria
Do kwestii lekkich krążowników Regia Marina podchodziła, jak się wydaje, na swój własny sposób. Można powiedzieć, że po pierwsze przyjęła ogólny wzorzec dostosowany do warunków Morza Śródziemnego. Akwenu znacznie większego, niż na przykład Bałtyk, ale w sumie nie tak znowu olbrzymiego. Co więcej, podobnie jak w przypadku Bałtyku było wiadomo, że w przypadku wojny z Francją czy Wielką Brytanią flota włoska zostanie zablokowana na Morzu Śródziemnym (tak, jak podczas pierwszej wojny flota Austro-Węgier została zablokowana na Adriatyku). Nie były więc potrzebne jednostki duże, zdolne do realizowania zadań krążowniczych na wielką skalę (jak w przypadku Royal Navy), ale raczej naprawdę lekkie i do tego szybkie, lokujące się gdzieś pomiędzy krążownikiem a dużym niszczycielem. Po drugie zaś, uzyskawszy już pożądany wzorzec, skupiła się na jego dopracowywaniu i trzymała się go niemal do końca ery krążowników.

Lekki krążownik Armando Diaz podczas pobytu na antypodach w latach 1934/35
Picture: Allan C. Green, State Library of Victoria
Jednostki typu Condottieri były budowane w latach 1928-1937 i powstały w ramach pięciu podklas, z których każda następna była w jakiś sposób doskonalsza. Co więcej, kolejny typ, Capitani Romani, był zasadniczo dalekim rozwinięciem poprzedniego, z prędkością dochodzącą do 43 węzłów. Condottieri też zaliczały się do szybkich okrętów (osiągały prędkości pomiędzy 34-37 węzłów), a co więcej, jednostki ostatnich podtypów okazały się konstrukcjami na tyle udanymi, iż nie zakończyły w komplecie kariery krótko po wojnie. Jedna z nich (Giuseppe Garibaldi, 1936) została nawet przebudowana w latach 1957-61 na krążownik rakietowy i pozostawała w służbie do 1971 roku. W czasie działań wojennych stracono pięć z nich, z czego trzy na skutek storpedowana, jeden za sprawą działań lotnictwa, jeden zaś po fatalnym uszkodzeniu podczas walki artyleryjskiej (Bartolomeo Colleoni w walce z HMAS Sydney).
l

Lekki krążownik Armando Diaz podczas pobytu na antypodach w latach 1934/35
Picture: Allan C. Green, State Library of Victoria
Armando Diaz należał do drugiego podtypu Condottieri (wraz z krążownikiem Luigi Cadorna). Od pierwszej grupy różnił się on lepszą statecznością oraz wzmocnioną strukturą kadłuba. Trochę inna była też architektura pomostu bojowego, chociaż utrzymany został jej styl (ostatni podtyp zbliżył się mocno wyglądem do zmodyfikowanych pancerników typu Andrea Doria). Pierwszym zadaniem Armando Diaza po wejściu do służby był reprezentacyjny rejs do Australii i Nowej Zelandii, odbyty między wrześniem 1934 a lutym 1935 roku. W okresie wojny domowej w Hiszpanii przebywał w zachodniej części Morza Śródziemnego, bazując między innymi w Melilli (hiszpańskiej eksklawie w Maroku). Gdy zaczęła się II wojna światowa, w lipcu 1940 roku wziął symboliczny udział w bitwie koło przylądka Stilo (nierozstrzygniętej na tyle, że obie strony ogłosiły po jej zakończeniu zwycięstwo).
Krążownik nie napotkał w ogóle przeciwnika, niemniej musiał zmagać się najpierw z awariami, między innymi w kotłowni, potem zaś, w trakcie powrotu do Tarentu, z pomyłkowymi atakami własnych samolotów. Jesienią został skierowany do ochrony żeglugi między Italią a Albianią, niemniej w lutym następnego roku potrzeba chwili sprawiła, że wraz z krążownikiem Giovanni dalle Bande Nere otrzymał zadanie eskortowania konwoju z uzupełnieniami i sprzętem dla Afrika Korps. Był to jeden z trzech libijskich konwojów wyprawianych z Neapolu w podobnym czasie. Skierowane do Cieśniny Sycylijskiej okręty nawiązały 24 lutego kontakt z konwojem "Marburg" i utrzymując średni dystans 10 tysięcy metrów przed formacją podążyły wraz z nim do Tunisu. Zgodnie z rozkazem eskorta zygzakowała, niemniej tylko do Ławicy Kerkennah, gdzie okręty przyjęły szyk czołowy z niszczycielami z przodu i z tyłu, i zwolniły, aby nie oderwać się od konwoju w warunkach pogarszającej się widoczności. Działo się to głęboką, bezksiężycową nocą, około godziny 2:10.

Lekki krążownik Armando Diaz
Picture: Les Épaves des côtes tunisiennes
O godzinie 3:22 grupa eskorty została dostrzeżona z okrętu podwodnego HMS Upright, który przebywał akurat na powierzchni w stanie dalekim od alarmu bojowego (załoga po prostu odpoczywała). Najbliższy podwodniakowi Armando Diaz wydał się największą z zaciemnionych jednostek i tym samym został sklasyfikowany jako najbardziej kuszący cel. O 3:40 Upright odpalił salwę czterech torped, z których dwie trafiły parę minut później w prawą burtę krążownika. Zaskoczenie było całkowite, nikt nie dostrzegł nawet nadciągających podwodnych pocisków. Pierwsza torpeda wybuchła dokładnie pod mostkiem, druga ledwie kilka metrów dalej w stronę dziobu. Skutki były katastrofalne. Cała przednia nadbudówka po prostu się rozpadła, zaś w magazynach wieży nr 2 doszło do szeregu eksplozji, które rozerwały kadłub. Krążownik utracił całą część dziobową i położył się szybko na lewą burtę, spowity na dodatek dymem i płomieniami (paliła się ropa wypływająca ze zniszczonych zbiorników bunkrowych). Olbrzymia część załogi z kotłowni, maszynowni czy obsady wież artyleryjskich nie miała żadnych szans, ani nawet czasu, aby wydostać się na pokład. Okręt poszedł pod wodę przed upływem sześciu minut, o 3:49, w odległości około 46 kilometrów na wschód od portu Al Attaya na wyspie Kerkennah. Wraz z nim zginęło ponad trzy czwarte załogi, wedle różnych szacunków od 457 do 484 osób.
l

Przednia wieża artyleryjska RN Armando Diaz
Picture: Andrea Ghisotti via blog of Lorenzo Colombo

Wnętrze stanowiska kierowania ogniem
Picture: Andrea Ghisotti via blog of Lorenzo Colombo
Krótko po wojnie prawo do złomowania wraków spoczywających na Ławicy Kerkennah wykupiła firma Mini Contivecchio Recuperi z Mediolanu, która nie dysponując żadnym zaawansowanym sprzętem używała prostych ręcznych sond (lina+ciężarek) do badania dna, niemniej na wrak krążownika natrafiła za sprawą śladów wydostającej się wciąż z kadłuba ropy. W 1952 roku wzięła się do jego złomowania, używając materiałów wybuchowych (a dokładniej mówiąc, były to zapewne głowice torped, wyjętych z wyrzutni okrętu). Doprowadziło to do dalszego zrujnowania przedniej części wraku w okolicy mostka. Pozyskano łącznie około 20 ton metali nieżelaznych, zabierając także śruby i łańcuchy kotwiczne. Na tym złomowanie zostało jednak przerwane, zaś krótko później firma otrzymała intratny kontrakt na usunięcie z Kanału Sueskiego wraków zalegających po kryzysie 1956 roku i Armando Diaz popadł na szereg lat w zapomnienie.

Rysunek przedstawiający stan wraku Armando Diaza
Picture: Giovanni Paulli via Les Épaves des côtes tunisiennes
Powrócono do niego w czerwcu 2004 roku, kiedy na miejscu zjawiła się ekspedycja Mizar 4, penetrująca metodycznie wody Tunezji w poszukiwaniu różnych wraków. W przypadku Kerkennah zaczęła działanie od rozpytania rybaków, głównie z niedalekiej Lampeduzy, gdzie są najlepsze połowy i gdzie zarazem najłatwiej stracić sieci (w przypadku płytko zalegających wraków te dwie rzeczy zwykle idą w parze). Wskazano im miejsce zwane "condominium", które po bliższym zbadaniu okazało się częścią dziobową jakiegoś okrętu wojennego. Przeszukanie okolicy doprowadziło do odkrycia leżącej w odległości około 400 metrów głównej części wraku, który po krótkich oględzinach udało się zidentyfikować jako lekki krążownik Armando Diaz.
Kadłub krążownika znajduje się a głębokości około 50 metrów, przy czym cała część dziobowa nosi ślady wyraźnych zniszczeń. Dotyczy to zarówno oderwanego i spoczywającego osobno fragmentu z ocalałą w miarę dziobnicą i wieżą numer 1, jak i głównej sekcji. Okolica wieży bojowej z mostkiem została zniszczona niejako dwa razy: na skutek storpedowania i eksplozji komór wieży nr 2 w 1941 roku oraz działalności złomiarskiej w 1952, niemniej rumowisko kończy się u podstawy drugiego komina i dalsza część wraku, aż do zakończenia rufy, jest w dość dobrym stanie (całość obszaru zniszczenia obejmuje około 30 metrów). Obie tylne wieże były w momencie zatonięcia zwrócone na lewą burtę i wbiły się lufami dział w dno. Główny maszt po prostu położył się na dnie, gdzie odnaleziono również górną część wieży bojowej z dalocelownikiem i wciąż zamkniętym włazem stanowiska kierowania ogniem (podobnie jak i zamknięta okazała się większość włazów gdzie indziej - jak wiadomo z relacji sporo z nich wypaczyło się i zablokowało po eksplozji). Na rufie zachowało się wielkie A z nazwy okrętu. Amando Diaz był pierwszym z odnalezionych wraków włoskich krążowników, spośród których aż trzy spoczywają u wybrzeża Tunezji, przy czym pozostałe dwa też należą do typu Condottieri.
l
Obszerny artykuł o RN Armando Diaz: Con la pelle appesa a un chiodo
Materiał filmowy z budowy i wodowania krążownika: You Tube
Zdjęcia z wraku krążownika Armando Diaz: Les Épaves des côtes tunisiennes
l
Copyright © 2018 by Estraven